Planowanie podróży - co wybrać?
No dobrze, mamy pomysł na podróż
(tu pisaliśmy o tym, skąd go wziąć) i kupiliśmy bilety w dobrej cenie (jak
dobrze polecieć? dowiecie się z naszego wpisu pod tym linkiem), czyli mniejsza
część za nami. Teraz czas na zasadniczy i najtrudniejszy moment w planowaniu
podróży – pytanie co warto zrobić i zobaczyć na miejscu?
Jeśli chodzi o nas, nie ukrywamy,
że rzadko w trakcie podróży stawiamy na spontaniczność, wychodząc z założenia,
że im się jest lepiej przygotowanym, tym więcej można zwiedzić. Jest to
dyktowane głównie tym, że nie jesteśmy backpackerami, normalnie pracujemy, więc
podróże trwają najczęściej około dwóch tygodni, które zawsze chcemy wykorzystać
jak najlepiej. Wyjątkiem do tej pory była nasza podróż poślubna, na którą
przeznaczyliśmy miesiąc czasu i w jej drugiej części (na Kubie) postawiliśmy na
stu procentową spontaniczność, ale o tym innym razem.
We wstępnym planowaniu trasy podróży
niezwykle pomocne są oferty biur podróży, które organizują wyprawy praktycznie
do każdego zakątka świata, a na pewno wszystkich tych dostępnych szerszej
publiczności. Dzięki nim można zrobić wstępny research najważniejszych tras
turystycznych i highlightów interesującego nas regionu. Polecamy w szczególności
oferty niemainstreamowych biur - tam zazwyczaj uwzględnione są
też te mniej popularne, ale nie mniej zachwycające miejsca na turystycznej
mapie danego regionu.
Zazwyczaj skupiamy się przy tym na większych ośrodkach miejskich, do i z których zazwyczaj są dobre połączenia
komunikacyjne. Z reguły nietrudno zorganizować transport z danego miasta do
jakiegoś lokalnego miejsca, które zapragniemy zobaczyć. Oczywiście, nie
istnieją gotowe plany podróży. Zawsze znajdzie się coś, co trzeba zmienić, ulepszyć,
po prostu dostosować do własnych upodobań. I to właśnie jest najlepsze w
podróżowaniu na własną rękę! To my jesteśmy panami naszego czasu. Biura podróży
często organizują zwiedzanie miejsc, które w ogóle nas nie interesują albo oferują
plany tak napięte, że są one po prostu niewykonalne przy samotnym podróżowaniu,
gdy nie dysponujemy busem, który będzie czekał w wyznaczonym miejscu i czasie,
aby dowieźć do czegoś super, co leży pośrodku niczego. Tak czy siak, stanowią
one doskonały punkt wyjścia do ramowego zaplanowania trasy naszej podróży.
Wiele pożytecznych informacji czerpiemy
z tripadvisora, gdzie pod hasłami „two weeks in … (i tutaj nazwa dowolnego
kraju)” zawsze znajdą się cenne rady w zakresie miejsc wartych zobaczenia oraz
realnych możliwości zwiedzania w określonym czasie albo dotarcia do nich. Z
pomocą przychodzą nam też przewodniki lonelyplanet (których jednak nie nazwiemy
nieocenionymi, bo już niejednokrotnie się na nich zawiedliśmy, a o ich ulubionym
słowie brightly można byłoby napisać książkę). Przewodniki te w pierwszych
fragmentach oferują gotowe plany na podróże wahające się najczęściej od
propozycji 10-dniowych aż do propozycji miesięcznych – w zależności od tego,
jaką ilością czasu się dysponuje. Propozycje lonelyplanet warto zestawić
albo z propozycjami innych przewodników, albo po prostu z Internetem, dlatego
że wiele pozycji ocenionych na łamach tego wydawnictwa jako 10/10, okazują się
totalnymi dziurami, do których w życiu byśmy nie pomyśleli zajrzeć.
Zaplanowanie wstępnego zarysu
trasy jest momentem, w którym toczą się między nami najżarliwsze dyskusje. Okej,
może Polskę można w dwa tygodnie zwiedzić, oglądając wszystko to, co niezbędne,
ale większość krajów, do których się udajemy, jest od niej o wiele większych. Z
tego powodu trzeba ustalić co nas interesuje, na co nie mamy czasu, a do czego
warto dotrzeć po trupach. W tej chwili jesteśmy w trakcie planowania trasy po
Państwie Środka i wiecie co? Jedno z nas od zawsze marzyło o podróży koleją na
dach świata, co wiąże się jednak z koniecznością dojechania do Tybetu. W Tybecie
potrzebujemy pozwolenia na wjazd, własnego przewodnika i innych rzeczy, które
nagle okazują się nierealne do osiągnięcia, mając dwa tygodnie czasu i lecąc
przez Pekin w obie strony. Lhasa i Pekin są od siebie oddalone o 2 500 km,
czyli niewiele mniej niż Warszawa i Madryt, a przecież w bliższej
odległości od Pekinu jest Armia terakotowa, pandzie w Chengdu, Szanghaj, samo
zwiedzanie Pekinu zajmuje bite cztery dni. No i tak, są atrakcje, które trzeba
będzie odłożyć na kiedyś, bo drugie z nas podchodzi do sprawy realnie.
Wyznaczanie trasy pochłania ogrom czasu, dlatego że nie dość, że musimy poznać
rozmieszczenie wszystkiego, co najważniejsze, to jeszcze poczytać o tym, żeby
wyselekcjonować to, co dla nas najciekawsze, a dodatkowo wyszukać możliwości
transportu. To też ta chwila, kiedy mniej więcej zaczyna klarować się
budżet.
O tym, jak skutecznie połączyć ze
sobą wszystkie dane zebrane na etapie wstępnego planowania podróży i stworzyć ostateczną trasę, która nas zadowoli i nie zamęczy, napiszemy w kolejnej części wpisu. Poniżej wycinek naszego przykładowego planu wyjazdu. A Wy jak podchodzicie do planowania podróży? Czy dla Was to też najważniejszy i najtrudniejszy etap?
![]() |

Komentarze
Prześlij komentarz